OFC "Skazani na Rolusa"

Od tego miejsca zaczynamy przygodę z forum :)

Moderatorzy: Piotrek, Radek

Awatar użytkownika
Rolus
Posty: 605
Rejestracja: sob wrz 18, 2004 1:17 pm
Lokalizacja: Opatów

OFC "Skazani na Rolusa"

Postautor: Rolus » czw wrz 11, 2008 9:58 pm

Na forum dżem.com.pl trafiłem 18 września 2004 roku. Nie pamiętam praktycznie nic z tego, co tutaj pisałem. Wystarczy napomknąć, że jeden z moich pierwszych postów, zatytułowany "HEHE", brzmiał tak:
RYCHU TO BYŁ TAKI GOŚĆ, ŻE ON JAK CZEGOŚ NIE CHCIAŁ TO PO PROSTU TEGO NIE ROBIŁ. I W GARNITURZE BY PEWNIE NIE WYSTĄPIŁ. PO PROSTU AUTSAJDER :D

Więc skoro nie pamiętam, to znaczy że nic w moim życiu by się nie zmieniło gdybym się tutaj nie zarejestrował? Jak najbardziej - kompletnie nic. No..prawie nic. Bo zdecydowanie lepiej jak ma się w sobie zachowane miłe wspomnienia, nawet te nieznaczące, związane z ludźmi - za dużo ich żeby teraz wymieniać. Poznajcie moją historię...

Mam na imię Grześ, jestem dziewiętnastoletnim studentem dziennikarstwa (specjalność: Pudelek bez serca) i spieram pięćdziesiąt najczęstszych plam. W wieku 12 lat w palucha ugryzł mnie ośmioletni jamnik mojego ciotecznego brata. Chciałem dać mu tylko gumową piłeczkę, a on po prostu mnie odrzucił. Wspomniany paluch spuchł, przybrał żółtawy kolor i ostatecznie zalał się krwią. Popołudniu dostałem zaszczora w rękę. A nazajutrz następny. Bolało.
Wtedy powiedziałem sobie, że ktoś taki jak ja nie może należeć do tego całego chorego systemu i społeczeństwa. Chorego systemu, przez który produkuje się wzbudzające agresję gumowe piłeczki. Społeczeństwo, w którym jamniki gryzą w palucha. W wieku 12 lat pierwszy raz zakołatała mi w głowie ta myśl - jestem autsajderem.
Natychmiast udałem się z moimi myślami do ciotecznego brata, który wielokrotnie radził mi abym "pieprzył chory system". Grał akurat w jakieś wyścigi łodziami motorowymi, waląc jak opętany w coraz gorzej wyglądającą klawiaturę.
- W co grasz?
- Nie teraz! Zajęty jestem! Nie widzisz?! - wrzasnął, po czym wrócił do wygrywania szopenowskich przebojów na swoim logitechu.
- W co? - powtórzyłem dobitniej.
- W "By fire & sword", to jest coś tam oparte na polskim komiksie. Ścigałka, różne motorówki, Zagłoba 3000 i tak dalej.
- O co chodzi z tym żeby pieprzyć chory system?
- Nie teraz mówię!
Jestem autsajderem. On także mnie odrzucił. Ale mimo wszystko spróbowałem potem. Oglądał jakiś pokaz slajdów. Ktoś jakby modelował skórę palcem.
- O co chodzi z tym żeby pieprzyć chory system?
- Co?! - zobaczył mnie i natychmiast wyłączył monitor.
- Co to?
- To takie kamerki, nowa rzecz. Nie tylko gadasz na chacie , ale i widzisz człowieka.
- Zdjęcie?
- Nie, obraz z kamery.
- Ale to powoli strasznie. Slajdy. Robione w Power Paincie?
- Nie...nieważne, czego chciałeś?!
- O co chodzi z tym żeby pieprzyć chory system?
- No, nie wiesz? Przecież tu wszystko jest chore. I niezdrowe na dodatek. Nie czujesz tej duchoty? - złapał za piłkę leżącą obok biurka - Chory system! Idę pograć, na razie młody.
Włączyłem monitor. Palec wciąż zagrzebywał się w skórze. Nagle obraz "poszedł" do góry. Co? Pępek? Brzuch? Piersi? Oh, kobieta. Kamera zatrzymała się na jej twarzy. Zrozumiałem, że chyba nie tylko ja jestem autsajderem.

Zacząłem dowiadywać się, szukać w encyklopediach, rozwiązywać krzyżówki, czytać lektury, czytać skład batonów. Nic. Aż w końcu trafiłem do gimnazjum. Brat cioteczny powiedział mi, że tam na pewno spotkam autsajderów.
Był piękny, słoneczny dzień. Na dworze padał śnieg, a z niebo zaczęło ronić malutkie krople deszczu. Pąki kwiatów kwitły w najlepsze, a pożółkłe liście opadały z martwych drzew. Czekałem wraz z moją klasą na pierwszą lekcję matematyki. Takie same dziewczyny - dżinsy, bluzka, tacy sami chłopcy - bluza, dżinsy. Zacząłem się powoli zatapiać we wszechogarniającej nudzie. Nagle jednak usłyszałem głośne tąpnięcia. Wzruszyłem się. Przypomniało mi się dzieciństwo - tak człapał tylko goryl Magilla. Odwróciłem się i zobaczyłem JEGO. To on. Miał to wypisane wszędzie, oprócz czoła. Autsajder. Koszulka autsajder. Naszywki na obdartych dżinsach - autsajder. Plecak miał uwieszony na jednym tylko ramieniu. Spojrzałem w dół. Głośne tąpnięcia były sprawką masywnych, czarnych butów. Były wspaniale. Zbliżały się do mnie, aż w końcu stanęły i lśniły jak dwa cadillaci przed kasynem.
- Glany. Nowe. Stare też mam, ale rozwaliłem o beton. - wybąkał bardzo, bardzo długowłosy właściciel butów. Miał gumę w buzi i chustę uwiązaną u szyi.
- Jak rozwaliłeś? - spytałem nieco się jąkając.
- Mam to w dupie.
O mało nie zemdlałem.
- Jak się nazywasz?
- Mów mi Rychu.
- Jestem Grześ.
- Ej ludziki, facet się chyba trochę spóźni - wypiszczała jedna z dziewuch.
- Mam to w dupie. - odparł Rychu.

Facet od matematyki w końcu się zjawił, ale nie obchodziło mnie to ani trochę. Miałem to w dupie. Siedziałem w jednej ławce z Rychem. Jakież było moje zdziwienie gdy nauczyciel odczytywał listę obecności.
- Patryk Ciursiński. - mechanicznie wybąkał belfer.
- Obecny. - krzyknął Rychu.
- Co?! Jaki Patryk - wyszeptałem do długowłosego sąsiada.
- Mam to w dupie.
- Rychu, powiedz, ty jesteś autsajderem?
- Ja? No jasne. Prawie wywalili mnie o to z domu, wszyscy koledzy traktują jak wyrzutka. Lubisz tort na urodzinach babci?
- Uwielbiam.
- No. A ja już nie dostaję ani okruszka.
- I co? Smutno ci?
- Mam to w dupie.
Zrobiłem się czerwony z podniecenia.
- Rychu, ale co trzeba zrobić żeby zostać autsajderem. Kupić takie ciuchy?
- To też. Ja sobie uszyłem ze skóry niedźwiedzia i z liści, ale ty kupisz pewnie na rockmetalchłopie. Ale musisz mieć to przede wszystkim w sercu. Bycie autsajderem, rozumiesz. No i musisz słuchać - podniósł plecak i wskazał na jedną z naszywek - Dżemu.
- A co to?
Zaśmiał się cicho.
- No człowieku, ja wyraźnie podejrzewałem , że nie znasz. Ale pożyczę ci parę kompaktów starego. I jak się nadajesz to cię weźmie.
Pokiwałem głową mimo że pierwszych raz usłyszałem to, jak się później okazało, magiczne słowo Dżem.
- Rychu, masz coś brudne pod nosem! - spostrzegłem i spróbowałem dotknąć.
- Człowieku, łapy precz. Zapuszczam wąsy.

Od tamtej pory Dżem zaczął towarzyszyć mi wszędzie. Po szkole włączałem wieżę i telepałem głową. Chodziłem z odtwarzaczem po mieście i żułem gumę do rytmu. No i zapuściłem włosy. Rychu pomógł mi wybrać ciuchy w rockmetalchłopie. Spotkaliśmy się pewnego razu w sklepie.
- Widzisz tego grubasa, który kupuje mleko? - spytał mnie Rychu i wskazał na prosiaka przy kasie.
- No.
- No i zrozum to - zacisnął pięść i wzniósł ją do góry - zrozum to, jakie to wszystko nieistotne, nieznaczące. To mleko całe.
- Czyli mam nie pić mleka?
- Człowieku! My nie należymy do tego świata, rozumiesz?! Gdybyśmy żyli w 70tych! Bez tych komputerów! Bez tego wszystkiego! Hendrix, Joplin, Monty Python, Chopin! No..wiem że nie kojarzysz. Wyślę ci dzisiaj przez GG.
- Aha - udałem, że rozumiem.
- Nie udawaj, że rozumiesz. To wszystko nicość. Ci karierowicze, to dążenie do pieniędzy, ten chory system.
O! Pokiwałem głową i wycedziłem przez zęby:
- Pieprzyć ten chory system.
- Pieprzyć! - zawtórował mi Rychu. - nie można się w tym wszystkim połapać. Miej to w dupie. Pożyczę ci od kumpeli parę genialnych książek Coelho.
On miał zawsze albo "chłam lub ścierwo" albo "genialne książki".
- Co to?
- Nie pytaj co to tylko czytaj! I to nie jeden raz! Naczytałeś się tego chłamu lub ścierwa i możesz za pierwszym razem nie poczuć głębi. Na początek dam ci "Weronikę..."
- Co?
- Mam to w dupie. - machnął ręką i wyszedł ze sklepu, uprzednio kupiwszy piwko.

Nadszedł w moim życiu moment, w którym musiałem powiedzieć o wszystkim rodzicom i znajomym. Ojciec już wcześniej coś podejrzewał. Zwłaszcza wtedy, gdy zobaczył mnie w stroju autsajdera na obiedzie.
- Jak ty żeś się ubrał? Aa...dzisiaj Haloween. - uspokoił się i powrócił do siorbania rosołu.
- Jakie Haloween? - wzburzyła się mama.
- Dziś Matki Boży Zielny. Idź na odpust, Grzesiu - wymamrotała babcia. Babka znaczy się.
- Matki Bożej Zielnej to nie odpowiednik Haloween? - zamlaskał ozorem ojciec. - strzelają przecież kapiszonami i cukierki tego tego?
- Stary, głupi... - pokiwała z politowaniem mama.
- Dziś Matki Boży Zielny. Kupiły kapiszony na odpuście. Idź na odpust, Grzesiu.
Zamknąłem oczy i przypomniałem sobie nauki Rycha.
- Mam to w dupie - powiedziałem pewnie. I wyszedłem.

- Musisz powiedzieć matce - Rychu kończył malować kwiatka na trampku - bo inaczej cię nie odrzucą. Powiedz też w klasie. Spotkamy się później. W życiu piękne są tylko chwile.
- W życiu piękne są tylko chwile. - objąłem przyjaciela.

Stanąłem przy tablicy i objąłem wzrokiem klasę. Grupka dziewczyn paplała o niczym. Dwóch chłopaków się biło. Trzeci korzystał. I tak dalej.
- Przepraszam. - powiedziałem.
Nic. Dalej głośna, szkolna cisza.
- Przepraszam.
Bez efektu.
- DUPA! - zawyłem niczym wygłodniały wilczur do księżyca.
Wszyscy odwrócili się w moją stronę. Pokiwałem głową i poprawiłem chustę na szyi.
- Słucham Dżemu - uniosłem dwa palce do góry - i chociaż puste mam kieszenie, no i wódy czasem brak, ja już nigdy się nie zmienię... - zakończyłem tekst przysięgi, po czym otarłem łzy i spojrzałem przed siebie. Grupka dziewczyn paplała o niczym. Dwóch chłopaków się biło. Trzeci ocierał krew z nosa.

- Nic nie powiedzieli. Po prostu nic. - spuściłem głowę.
- No! Człowieku! Czyli się do ciebie nie odzywają, nie? Odrzucili cię! Nie zwracają uwagi! Chodź tu chłopie! W życiu piękne są chwile! Nadstaw trampa! Namaluję ci pierwszą odznakę. - Rychu zdawał się bardzo ucieszony.
- Odznaki? A to nie za bardzo..systemowe? Urzędowe?
- Może i tak, ale to tylko potrzebne do tego, żebyś mógł przyjść na SPOTKANIE. Nie widziałeś gdzieś skuwki? - zaczął malować mi kwiatka na trampie.
- SPOTKANIE?
- Nie tak oficjalnie! Mów jak chcesz! Spotkanie, spotkanko, spotkaniusio, spotek 92' .
- I co tam będzie?
- Piwko, gitara, Whisky.
- E, ja wolę w samotności, jestem inny niż wszyscy. - spojrzałem krzywo na Rycha.
- Ale każdy z nas kocha samotność! Jesteś autsajderem czy nie? - srogo na mnie popatrzył.
- W życiu piękne są tylko chwile.
- No! - uśmiechnął się ciepło i przygładził włosa pod nosem.

Minęły dwa tygodnie. Szedłem jesienną aleją. Rychu miał zaraz się pojawić. Wyjąłem moją starą Nokię od rodziców i zadzwoniłem do niego.
- Rychu , gdzie jesteś?
- Szukam ciebie, mój przyjacielu. - odezwał się głos zza moich pleców.
Odwróciłem się.
- O, jesteś! - schowałem Nokię i spojrzałem na futerał gitarowy w ręce Rycha.
- Nareszcie jesteśmy sami, co? - uśmiechnął się.
- Umiesz na tym grać?
- Piwo mam. Gitary mają inni. I tak będzie ze dwadzieścia i nic nie usłyszysz.
- Czyli nie pośpiewamy?
- Pośpiewamy. Chodźmy.
Ruszyliśmy w głąb alei.
- Słuchaj, jak się spytają o rodziców? Przecież nic mi nie powiedzieli na Dżem.
- Wymyśl coś, człowieku!
Potem przez dłuższą chwilę szliśmy w milczeniu. Po lewej stronie spostrzegłem rząd martwych róż. Jakiś pulchny facet opatulony jeszcze grubszym kożuchem obcinał je sekatorem. Zdawał się czerwienieć coraz bardziej z każdą, kolejną sekundą. Kręcił tyłkiem i śpiewał ochrypłym głosem.
- Hotele, szpian, rywalie...
- A potem strach! - krzyknął wesoło Rychu - Dzień dobry panie Mietku!
- A jaki tam dobry, ten paw znowu zasrał mi cały ogródek! Naślę na tego sąsiada pieprzonego prokuratora! Prokurator to jest ktoś, co ma takich jak on, wiadomo!
- Ten facet jest czerwony jak burak. - szepnąłem do Rycha.
- Jak cegła. Mówi się jak cegła, człowieku. Jakbyś wypił tyle whisky co on, to też byś był czerwony.
- No tak. - zacząłem śledzić ruchy sekatora i wtedy wpadł mi do głowy fantastyczny pomysł.
- No chodźmy. Bo się spóźnimy!
Pożegnaliśmy się z Mietkiem i znów ruszyliśmy przed siebie. Po paru minutach doszliśmy do furtki. Autsajderów już było słychać. Śpiewy, gitary, śmiechy, brzdęk butelek. Nabrałem powietrza w płuca i wszedłem za Rychem.

Spora grupka ludzi siedziała wokół dużego ogniska. Część trzymała w rękach gitary, część zaś butelki i piersi koleżanek. Czarne kapelusze, chusty, korale, glany. To jest to!
- Się macie dzieci! - zawył entuzjastycznie Rychu.
- Się masz Patrychu! - odezwał się jeden chłopak w czarnym kapeluszu.
- Dlaczego Patrychu? - spytałem.
- Bo tu każdy jest Rychem. A jakoś musimy się rozpoznawać! W życiu piękne są tylko chwile, bracie! - odezwała się jedna z dziewczyn, grająca na gitarze.
- Jak się nazywasz? - spytała inna.
- Ja? Hm...Grzerych.

Potem. Po śpiewach i chichach nastąpiła część poważniejsza. Stały element każdego spotkania - jak to mówił Patrych. Każdy nowo przybyły przedstawiał się starszej braci. Zaczęła jakaś blada, przestraszona dziewczynka. Glany miała większe od siebie samej.
- Więc...mam na imię Ewelirych, ale mówcie na mnie Rych. Jestem autsajderką.
Następny.
- Mam na imię Huberych. Jestem autsajderem.
- Mam na imię Filirych. Jestem totalnym autsajderem.
- Mam na imię Drzeworych. Też jestem autsajderem.
- Nazywam się Meteorych. No i tak samo jak poprzednicy.
Przyszła kolej na mnie. Byłem zdenerwowany. Spojrzałem na Patrycha. Patrzył na mnie z pewną miną.
- Nazywam się Grzerych. Ale ja...ja nie jestem takim normalnym autsajderem jak wszyscy tutaj. - wydusiłem z siebie.
Po zebranych przebiegł szum oburzenia, zdziwienia. Jeden, o włosach długich aż do kostek, wzniósł obie ręce.
- Spokojnie. Dajmy mu dokończyć. Mów, Grzerychu. Może być wybrany..
- A więc ze mnie nie jest taki zwykły men...
- Było!
- Oszust!
- Ciii... - uciszył ich długowłosykostek.
- To znaczy, moja matka na wieść o tym, że słucham Dżemu wbiła sobie w brzuch sekator..
Osiągnąłem to. Wpatrzyli się we mnie jak w najbardziej wytarty tramp świata.
- No, od tego się wszystko zaczęło. Że jak miałem 12 lat to...
- Ugryzł cię jamnik ciotecznego brata!
Nagle wszyscy wznieśli paluchy z małymi bliznami w środkowej części. Gorąca krew wpłynęła mi do mózgu. Serce zaczęło bić mocniej.
- Oszust!
- Mugol!
- Ludzie, dajcie mi powiedzieć - spojrzałem na Rycha. Płakał.
- Wynocha!
- Mam to w dupie! - wrzasnąłem najgłośniej jak potrafiłem - Mam to w dupie! Dupa!
Zapadła nagła cisza. Znów spojrzeli na mnie jak na trampa. Uśmiechnąłem się.
- Do domu, młody! - krzyknął chłopak w kapeluszu, wszyscy ryknęli szyderczym śmiechem.
- Nie! To nie tak! Moja matka! Zaraz..młody? - rozpoznałem znajomy głos.
Chłopak wstał i zdjął kapelusz. To nie był chłopak. To był raczej młody, dwudziestokilkuletni mężczyzna. To był mój cioteczny brat.
- Jego matka żyje. Nic mu nie zrobili. W przyszłym roku wysyłają go na Matki Boży Zielny. W garniturze.
Znów ryk. Parowiec. Pociąg. Odrzutowiec. Wielki, wielgachny ryk śmiechu! Zakryłem twarz dłońmi.
- Patrych! Patrych! Pomóż! Patrych! - wyłem.
- Ja jak czegoś nie chcę to tego nie robię. Jak każdy autsajder. W garniturze bym na pewno nie wystąpił na Matki Zielnej. - powiedział smutno Patrych.
- Patrych! - zawyłem tak antygonicznie, że aż edypowo.

Nagle ktoś dotknął mojego ramienia. Uniosłem głowę. Leżałem we własnym łóżku. Siedziała na nim moja mama.
- Patrych...- wyszeptałem. - Patrych!
- Grzesiu, on nie żyje! Wstąpił do klubu szachowego! Byliśmy na jego pogrzebie! Ocknij się, Grzesiu! - wybuchnęła płaczem i zaczęła mną telepać.
- O nie!
Wyskoczyłem z łóżka i włączyłem komputer. Spojrzałem na datę. 18 wrzesień 2004. Wszedłem na dżem.com.pl. Wybrałem pierwszy, lepszy temat i wystukałem ze łzami w oczach krótką wiadomość. Zatytułowałem ją "HEHE", żeby symbolicznie zaśmiać się im wszystkim w twarz. Zaśmiać się jako autsajder absolutny, którego nawet autsajderzy u siebie nie chcą. *

RYCHU TO BYŁ TAKI GOŚĆ, ŻE ON JAK CZEGOŚ NIE CHCIAŁ TO PO PROSTU TEGO NIE ROBIŁ. I W GARNITURZE BY PEWNIE NIE WYSTĄPIŁ. PO PROSTU AUTSAJDER :D


* Na razie bez korekty
Ostatnio zmieniony ndz lut 13, 2011 11:19 pm przez Rolus, łącznie zmieniany 36 razy.
Awatar użytkownika
peepshow
Posty: 107
Rejestracja: ndz gru 30, 2007 1:04 pm
Lokalizacja: Olsztyn

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: peepshow » pt wrz 12, 2008 6:44 am

uwielbiam opowieści. nie jestem ezoterycznym mesjaszem mas i nie kreuję popduchowości nastolatek, więc powiem wyraźnie, bez trwogii i banału, głośno jak wiersz Broniewskiego na akademii: wszystko ma swoją historię. i czasem wydaje mi się, że moją lajflong ambiszyn powinno być kolekcjonowanie ich w cebulkach włosów. nie jestem w stanie opisać tego, jak reaguje moje ciało w kontakcie z dobrze skrojoną historią. to jak narkotyk. drgawki, otępienie, łzy, nerwowe odgarnianie włosów, wpijanie paznokci w łydki. i swęd pod żebrami. każda opowieść, zabiera mi oddech. sprawna, zabiera mi płyny, wysusza żołądek, obkurcza wątrobę. fajnie się Ciebie czyta.

pozdrawiam.
~. "ze słabości drwię, bo zamiast niej - warto kpić, kopać, kląć i wyć."
Gość

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Gość » pt wrz 12, 2008 9:42 am

Dobrze, że jesteś studentem dziennikarstwa, Grzesiu.
Agnieszka*
Posty: 302
Rejestracja: pt mar 04, 2005 9:12 am
Lokalizacja: adres nr 11

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Agnieszka* » pt wrz 12, 2008 11:34 am

jestem pod wrazeniem. naprawde.
gratuluje humoru, ironii.. itd.

autsajder gimnazjalny z ksiazka Coelho w reku jest figura kapitalna :lol:
...mam rece w kieszeniach... /S.W./
Awatar użytkownika
smar666
Posty: 1092
Rejestracja: sob gru 20, 2003 9:55 pm
Lokalizacja: Katowice

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: smar666 » pt wrz 12, 2008 12:07 pm

Oj Rolus, Rolus :wink: Żeby ci się częściej chciało pisać tak długie posty :)

smar666
Piwko jedno, albo dwa....no i słoik Dżemu
boston

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: boston » pt wrz 12, 2008 1:34 pm

Nareszcie było co poczytać na tym forum. Moje gratulacje Rolus!
Gość

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Gość » pt wrz 12, 2008 2:19 pm

No nieźle napisane :D bardzo fajnie się to czyta Autsajderze o przepraszam ... Rolusie :)
Gość

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Gość » pt wrz 12, 2008 2:40 pm

Faaaantastyczie napisane. I muszę się zgodzić z Maleną :) Dobrze, że wybrałeś dziennikarstwo - MASZ TALENT CHŁOPIE !! :)
Awatar użytkownika
Adi
Posty: 2408
Rejestracja: czw sty 13, 2005 12:53 am
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Kontaktowanie:

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Adi » pt wrz 12, 2008 3:29 pm

witaj AutsajdeRolusie
idziemy na prerie ?
Gość

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Gość » pt wrz 12, 2008 7:32 pm

Rolus pisze:.

Nadszedł w moim życiu moment, w którym musiałem powiedzieć o wszystkim rodzicom i znajomym. Ojciec już wcześniej coś podejrzewał. Zwłaszcza wtedy, gdy zobaczył mnie w stroju autsajdera na obiedzie.
- Jak ty żeś się ubrał? Aa...dzisiaj Haloween. - uspokoił się i powrócił do siorbania rosołu.
- Jakie Haloween? - wzburzyła się mama.
- Dziś Matki Boży Zielny. Idź na odpust, Grzesiu - wymamrotała babcia. Babka znaczy się.
- Matki Bożej Zielnej to nie odpowiednik Haloween? - zamlaskał ozorem ojciec. - strzelają przecież kapiszonami i cukierki tego tego?
- Stary, głupi... - pokiwała z politowaniem mama.
- Dziś Matki Boży Zielny. Kupiły kapiszony na odpuście. Idź na odpust, Grzesiu.
Zamknąłem oczy i przypomniałem sobie nauki Rycha.
- Mam to w dupie - powiedziałem pewnie. I wyszedłem.



Co do fragmentu, który pozwoliłam sobie wybrać i rozebrać: uzasadnienie - cóż... niezamierzony poród sentymentalny :wink:

Zauważyłam, że powoli wracają (tudzież pojawiają się) tu osoby, które z piórem są za pan brat. Koledzy po piórze, macham do Was z nad kartki papieru ogarnięta gorączką przypomnień, kompozycji i szaleństwa łączenia ekwiwalentyzacji uczuć z synekdochą...

:lol:

... łączę się w bólu z Wami.
Awatar użytkownika
Armin
Posty: 2625
Rejestracja: sob lis 22, 2003 6:12 pm
Lokalizacja: Lędziny
Kontaktowanie:

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Armin » pt wrz 12, 2008 9:26 pm

Rolus (22:26)
Armin,przywitaj się ze mną w moim temacie :(
Rolus (22:26)
Chcę mieć więcej postów i więcej przyjaciół :(
Rolus (22:26)
pozdrawiam wszystkich forumowiczów !
Awatar użytkownika
Rolus
Posty: 605
Rejestracja: sob wrz 18, 2004 1:17 pm
Lokalizacja: Opatów

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Rolus » pt wrz 12, 2008 10:25 pm

Armin 22:23
Plosiem, plosiem, mogę tak napisać?
Rolus 22:23
Dobrze, ale pod warunkiem, że dopuścisz mnie do zysków w swoim kiosku na Youtube.
Gość

Re: Rolus - Moja historia

Postautor: Gość » pn wrz 15, 2008 11:06 pm

Uwielbiam tego gościa :mrgreen:
Witaj wspólniku Armina 8)
boston

Fan club Rolusa

Postautor: boston » pt sie 07, 2009 5:49 am

Jako, że pan Piotrek grzmi coraz groźniej......postanowiłam założyć nowy temat. Chyba jeszcze takiego nie było?

Ponawiam pytanie do naszego idola: gdzie byłeś, jak Cię nie było? :D Skąd tak długa cisza?

I wzywam chętnych do zapisywania się do nowo powstałej jednostki organizacyjnej :shock:
Gość

Re: Fan club Rolusa

Postautor: Gość » pt sie 07, 2009 6:20 am

załamie się..

tutaj jest temat o Waszym idolu:

viewtopic.php?f=30&t=2514
więc może lepiej pisać w nim, a nie zakładać kolejnego tematu ? :| :roll:

Wróć do „Przedstaw się”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość