Michael Jackson [29.08.1958 - 25.06.2009]

Pamięci tych którzy odeszli a na zawsze pozostaną w nas

Moderator: smar666

Mazzi84
Posty: 186
Rejestracja: sob gru 08, 2007 11:04 am
Lokalizacja: Tychy

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Mazzi84 » sob cze 27, 2009 10:30 am

Ja Michaela nie słuchałem ale szkoda że zmarł tak niespodziewanie i za szybko :(
Awatar użytkownika
Adi
Posty: 2408
Rejestracja: czw sty 13, 2005 12:53 am
Lokalizacja: Bielsko-Biała
Kontaktowanie:

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Adi » sob cze 27, 2009 10:44 am

nie można powiedzieć że zmarł niespodziewanie, przecież "sypał się" już od jakiegoś czasu.
szkoda że nie udało mu się wrócić na scenę, a może to i lepiej?
Gość

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Gość » sob cze 27, 2009 10:55 am

myślę, że może i dobrze, że do tych 50 koncertów nie doszło - Mike w ostatnim czasie nie był w dobrej kondycji fizycznej. Wolę go pamiętać szalejącego na scenie za czasów trasy Dangerous czy History.
Elvis podczas ostatniego koncertu tylko głos miał dobry ...

A tak w ogóle - Michael nie umarł, On tylko zmienił publiczność 8)

PS. jeśli macie taką potrzebę, to na oficjalnym forum Michael'a możecie złożyć fanom kondolencje
http://www.forum.mjpolishteam.pl/viewto ... 631#127631
Ostatnio zmieniony sob cze 27, 2009 9:36 pm przez Gość, łącznie zmieniany 1 raz.
Gość

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Gość » sob cze 27, 2009 2:20 pm

Ładny to psikus z Jego strony..Ileż problemow dla organizatorow koncertow ale jaka też pożywna informacja dla telewizji.Zapychaja sobie skutecznie program!..Wracajac do Jacksona,szkoda.On moglby napewno zaszczycic swych fanow(takze mnie)czyms nowym ale w jego stylu.Żałuje bo zawsze lubiłam.

Ps. Elvis byl cudowny na ostatnim koncercie.Byl to jeden z dwoch najlepszych!
Awatar użytkownika
WPrek
Posty: 293
Rejestracja: wt lut 03, 2004 6:56 pm
Lokalizacja: Tomaszów Mazowiecki

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: WPrek » ndz cze 28, 2009 4:10 pm

Był świetny.

Feekcja tribute to...
http://www.youtube.com/watch?v=1ixMZ5TKN40
Gość

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Gość » ndz cze 28, 2009 4:55 pm

WPrek pisze:Feekcja tribute to...
http://www.youtube.com/watch?v=1ixMZ5TKN40


miło z ich strony
Awatar użytkownika
Rolus
Posty: 605
Rejestracja: sob wrz 18, 2004 1:17 pm
Lokalizacja: Opatów

Poznałem go po czarnym kapeluszu

Postautor: Rolus » pt lip 03, 2009 2:01 am

Mówią wszyscy-człowiekiem był, co nigdy nie dorósł. Wtórują drudzy, że strasznie zagubionym człowiekiem też był. Trzeci kończą nawet tak, że straszne straszydło to było, a nie człowiek. Może i prawda w tym jest. Ale czy on czasem nie był najbardziej ludzki ze wszystkich tego świata straszydeł?:

http://www.youtube.com/watch?v=Jck_nM_1 ... re=related

http://www.youtube.com/watch?v=D2MTuTeW ... re=related

Może tak, może nie. Skoro obecnie jest już na księżycu to, znając go, zrobi tym razem perfekcyjnego earthwalka. Czyli to, co na ziemi mu nie wychodziło. A teraz jeszcze raz to, co udawało mu się najlepiej:

http://www.youtube.com/watch?v=ZPPduuQCRhw

Też poznamy go po czarnym kapeluszu. Do zobaczenia, Michael.
Ostatnio zmieniony ndz lip 05, 2009 11:01 pm przez Rolus, łącznie zmieniany 1 raz.
Agnieszka*
Posty: 302
Rejestracja: pt mar 04, 2005 9:12 am
Lokalizacja: adres nr 11

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Agnieszka* » pt lip 03, 2009 11:23 am

maciejK@ pisze:
WPrek pisze:Feekcja tribute to...
http://www.youtube.com/watch?v=1ixMZ5TKN40


miło z ich strony


bo to mily zespol.
...mam rece w kieszeniach... /S.W./
Agnieszka*
Posty: 302
Rejestracja: pt mar 04, 2005 9:12 am
Lokalizacja: adres nr 11

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Agnieszka* » pt lip 03, 2009 11:30 am

Do Rolusa: pare lat temu obserwowalam Twoje wystepy w tym miejscu, bo charakter pewien mialy ;-) Dzis dodam, ze jestes dobrym pisarzem.
...mam rece w kieszeniach... /S.W./
Gość

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Gość » pt lip 03, 2009 7:08 pm

Przeczytałam to w "Newsweeku". Według mnie pierwszy, sensowny artykuł po jego śmierci z tego tygodniowego, 'medialnego wariatkowa':

McŻałoba

Michaela Jacksona świat znał powierzchownie. I dlatego płacz po nim będzie taki jak po wszystkich ludziach, co do których media wmawiały nam, że ich znamy. Krótki, płytki, bez refleksji. Potrwa miesiąc.

Ogłoszono: Michael Jackson umarł. I wszystko potoczyło się jak zwykle. Alarmujące żółto-czarne belki w telewizjach, czarno-białe raporty na informacyjnych portalach, setki komentarzy znanych osób („Zabiły go media”, „Wciąż nie mogę się z nim pożegnać”, „Był królem”). Przeciążone portale informacyjne, w elektronicznych księgach kondolencyjnych tysiące wpisów tak emocjonalnych, jakby pół świata straciło brata albo ojca.

Na YouTube amatorskie filmy, w których ktoś leje łzy i pokazuje plakat z podobizną piosenkarza, jakaś dziewczynka demonstruje „księżycowy chód” i też płacze. W Sejmie Nelli Rokita znów udowadnia, że dopalacze, w których gustuje nowy poseł Atamańczuk, to rozrzutność, skoro i bez nich można wyznać, iż „Michael Jackson umarł w moje urodziny, podobnie jak Josemaria Escriva (założyciel Opus Dei). Czuję więź z takimi ludźmi, są mi bliscy”.

Po kilku dniach tuczenia taką strawą człowiek już wie – wpadł w objęcia McŻałoby. Tu wszystkie elementy przeżywania straty są spłycone. Bunt przeciwko śmierci kogoś bliskiego zmienia się w trwające zwykle kilka godzin poruszenie. Jest jakiś szok, ale doświadczenia bólu nie ma w ogóle. Jest dużo emocji, trochę banałów, elementy zbiorowej histerii. Normalną żałobę kończy zwykle znalezienie dla zmarłego nowego miejsca w naszym życiu. Tu stwierdzamy, że zmarły „już na zawsze będzie żył w naszych sercach”. I zapominamy o tym po tygodniu.
Dziwić się specjalnie nie ma czemu. Żal po stracie opisuje się tym samym słowem, jakie określało naszą więź z człowiekiem, kiedy jeszcze chodził po tej ziemi. Jacksona świat znał powierzchownie. Poza tym, że fajnie śpiewa, nie wiedzieliśmy o nim prawie nic. I dlatego płacz po nim będzie taki jak po wszystkich ludziach, co do których media, plotkarskie portale i gazety wmawiały nam, że ich znamy. Krótki, płytki, bez refleksji.

Kto poza grupą fanów pamięta dziś histerię, jaka ogarnęła świat, gdy prawie 20 lat temu zmarł Freddie Mercury? Jak szybko uprzątnięto kwiaty, które ludzie znosili pod londyńskie pałace i brytyjskie ambasady, aby uczcić księżnę Dianę? Celebrytów używamy. Nie są dla nas ludźmi, są bohaterami naszych bajek. Najpierw wymyślamy, później hodujemy, robimy z nich złe lub dobre charaktery. Lubimy, kiedy lecą ku przepaści. Przyjemnie czuć ten dreszczyk grozy, miłą wyższość – jestem fajny, moje życie wygląda cokolwiek inaczej.

Kiedy umierają, chwilę polamentujemy. Nie nad nimi, ale nad sobą – z tęsknoty za emocjami, jakie przeżywaliśmy, słuchając ich piosenek czy oglądając w filmach. Żałobny cyrk jednak szybko się zwija. Gdy sobie już troszkę pochlipiemy (mój Boże, czyż trzeba lepszego dowodu na to, że nie dotknęła nas jeszcze znieczulica), szukamy nowego idola. Jego też będziemy wozić po świecie jak małpę, niech opowiada nam o tym, z kim sypia, i fotografuje się z prezydentowymi.
McŻałoba pochłania na tyle, że człowiek ślepnie i głuchnie. Nie czuje, że pod emocjonalną watą zwykle tkwi wstrząsająca historia. Z Jacksona jedni robią bóstwo. Inni wypominają mu dzieci o mały włos nie wyrzucone przez balkon i dziesiątki operacji. Pewien polski krytyk przysięga, że Jackson nie był pedofilem, on po prostu kochał dzieci. Dla mnie to był dramatycznie nieszczęśliwy człowiek, który za wszelką cenę chciał przejść przez życie w cudzych butach. Zmieniał je, wyrzucał, łapał nowe.

Psycholodzy mówią, że są w życiu dwa sposoby, aby skończyć jako postać tragiczna. Pierwszy to „niewybrane życie” – sytuacja, w której człowiek kurczowo trzyma w zanadrzu wszystkie karty, żadnej nie chce rzucić na stół. Boi się podjąć decyzji, która sprawi, że nie będzie mógł już wybrać czegoś innego. Na początku wydaje się intrygujący, po 10 kolejkach wszyscy patrzą na niego jak na czubka. I tu startuje druga droga: człowiek zaczyna pozbywać się kart na chybił trafił.

Pod presją czasu, presją świata chce być naraz wszystkim: gwiazdą, osobą prywatną, ojcem, matką, mężem, dzieckiem, drugim papieżem, biznesmenem, białym, czarnym, Piotrusiem Panem, prorokiem… To straszne, gdy człowiek umiera. Ale czasem śmierć wybawia nas od karuzeli, którą uruchomiliśmy, a nie umiemy jej wyłączyć.
Gość

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Gość » czw lip 09, 2009 7:25 pm

No i Michael pozostanie nieśmiertely na zawsze ...
Oglądałam przedwczoraj pogrzeb i nie docierało do mnie że Króla już nie ma, aż do słów jego córki Paris.
Szkoda mi tych dzieci, szkoda mi fanów Michaela. Biedne dzieci będą teraz świadkami żerowania na śmierci ich ojca ...
wojteks
Posty: 16
Rejestracja: pt lis 17, 2006 5:13 pm
Lokalizacja: Mońki

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: wojteks » pt lip 10, 2009 2:38 pm

Kto się narodził, musi umrzeć - niestety. Śmierć to normalny proces w życiu człowieka. Michael pośmiertnie, zacznie od kilku lat porządnie zarabiać. Media trochę przesadzają z nagłośnieniem całej sprawy.
'Wiatr bez końca wieje przez tę noc
I niesie kurz prosto w oczy i oślepia.
A cisza mówi głośniej od słów,
O obietnicach złamanych.'
Gość

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Gość » sob sie 29, 2009 9:08 am

Dziś skończyłby 51 lat ...
Gość

Re: Michael Jackson 29.08.1958 - 25.06.2009

Postautor: Gość » śr wrz 02, 2009 9:09 pm

jak dla mnie skończył 51 lat, jego twórczość bedzie żyć wiecznie

Wróć do „Zapal świeczkę”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość