Moja krótka Dżem-owa historia…

Wasze niezapomniane i najdroższe utwory, płyty, muzycy...

Moderator: smar666

Awatar użytkownika
Marti
Posty: 2
Rejestracja: śr lut 15, 2012 3:46 pm
Lokalizacja: Kępno

Moja krótka Dżem-owa historia…

Postautor: Marti » pn lut 20, 2012 9:34 am

Zaczęło się dość dziwnie, niespodziewanie…jakieś ponad 10 lat temu…byłam wtedy studentką. To chyba najwspanialszy okres w życiu człowieka. Wracają wspomnienia tej młodzieńczej swobody, wolności, pierwszych mniejszych bądź większych miłostek,warto pisać wtedy pamiętniki…wiersze również były bardzo wskazane.
Moja pierwsza poznańska piesza pielgrzymka na Jasną Górę, na której poznałam wspaniałych ludzi , było mnóstwo czasu na przemyślenia. Dziś brakuje czasu na taką refleksję. Wśród poznanych wówczas ludzi wyłania się ze wspomnień obraz człowieka, który zaproponował mi muzykę zespołu Dżem…to był od tamtej pielgrzymki mój motor napędowy na kilka następnych lat, okazał się bardzo pomocny w najtrudniejszych chwilach życia.
Moja pierwsza i do dziś ukochana płyta Dżemu jaką kupiłam, to Lunatycy - czyli tzw. przeboje całkiem Live…ukochana może dlatego, że pierwsza…Zaraz za tą płytą posypały się kolejne i kolejne podziękowania dla Przemka za to, że nazwał moje uczucia po imieniu- Dżem-..to stało się moją codziennością…Myślę, że w akademiku, gdzie wówczas przyszło mi spędzić kilka cudownych lat życia zaraziłam tą muzyką nie tylko moją współlokatorkę, ale również stalam się jakby „przystanią”, gdzie można było posłuchać moich muzycznych opowieści z wyjazdów po Polsce. Za muzyką Dżemu pędziłam kilka lat, kilka koncertów w miesiącu, Tyskie Festiwale(pamiętam jeszcze te pierwsze, gdzie jeszcze nie wszyscy o nich słyszeli, było wspaniale!), Przystanki Woodstock, Rawa Blues. Tam również poznałam wspaniałych ludzi. Spotkania FC,z muzykami, podróż na Filaretów 14 z małym(był mi w tamtym okresie najbliższy,najwrażliwszy, najkochańszy),noclegi pod namiotami. Brakuje tego dzisiaj, gdzie czas pędzi jakoś szybciej.
Muzyka Dżemu pomagała mi na pewnym etapie życia, pozwalała znosić stany zwątpienia, uspokajała, czyniła wyjątkowym świat, który sobie wokół niej zbudowałam. Była lekiem na tamtejsze zło. Bez niej nie byłoby mnie dzisiaj, nie byłabym tym, kim jestem. Najdziwniejsze jest to, że zawsze przyciągałam do siebie ludzi można powiedzieć ‘trudnych” ze „smutną przeszłością” i tak razem przetrwaliśmy dane nam lata. Dżem był naszym łącznikiem, pozwalał dostrzec coś więcej niż tylko człowieka.
Tęsknię dziś za tymi wyjazdami, człowiek pakował plecak, zakładał glany i pędził przed siebie, byle po muzykę, do ludzi, by pobyć w trochę w innym świecie. Nie umiałam bez tego żyć.Moje zamiłowanie do muzyki nie było akceptowane przez najbliższych, moje niebycie na czas w domu, ucieczki od potrzebnych rozmów, były niezrozumiałe. Ale ja miałam swój świat. Choć przez kilka lat. W tamtym okresie pisałam mnóstwo wierszy, powstały też wiersze dla Ryśka i Pawła, to była wspaniała lekcja uczuć.
Po studiach przyszła niestety szara rzeczywistość, myślałam chyba ,że mnie to nie będzie dotyczyło. Po latach człowiek się jednak zmienia, pozostaje sentyment do tamtych mile przeżytych chwil. Dziś zamiast glanów jest kobiecość i myślenie o rodzinie, którą się założyło. Życie nieraz daje nam w kość, człowiekowi czasem wydaje się, że zło ludzkiego dorosłego świata,to tylko zły sen. Kiedyś czekałam na wakacje, bo była pielgrzymka, Tyski Festiwal, Wooodstock,uśmiechnięte twarze z pola namiotowego. ..dziś…wakacje są odpoczynkiem od tej gonitwy życia, od pośpiechu, tego całego zabiegania. Człowiek wybiera morze, góry, itd. Może po prostu dorośliśmy…ale to tylko moja refleksja.
Ale wracam, często wracam myślami na Paprocany, do wszystkich zakątków, które dane mi było zobaczyć, przywołuję we wspomnieniach ludzi, którzy okazali się naprawdę pomocni.
Zyczę Wam wszystkim zasłuchanym w dźwięki muzyki Dżemu, samych pogodnych dni, ciepłych serc ludzi, których przyjdzie Wam spotkać na swojej muzycznej drodze. Zapisujcie swoje wspomnienia na papierze, twórzcie albumy zdjęć, do których w prawdziwej dorosłości i nie tylko z miłą chęcią zajrzycie…i wtedy takie ciepło miłe pojawi się na sercu…tak na zawsze.

Marti

Marta Jaworska z Kępna

p.s. Serdeczne pozdrowienia dla malego, Sopelka, Thorgala, Alegorna, Rogala,Ewy z Krakowa,Ani z Gostynia,Ani z Rzeszowa. Dziękuję!
adrianna
Posty: 9
Rejestracja: pn paź 18, 2010 6:21 pm
Lokalizacja: bydgoszcz

Re: Moja krótka Dżem-owa historia…

Postautor: adrianna » pn lut 20, 2012 11:21 am

Witam!
Cieszę się,że ktoś ma podobne odczucia,emocje jak ja.Z tego co doczytałam jesteśmy w podobnym wieku,ale mi niestety nie dane było być w 'tamtym' czasie na parocanach,woodstokach,i w innych takich miejscach magicznych(rodziców się nie wybiera)Po pewnym czasie zapragnęłam wrócić do tych emocji,muzyki,klimatu z przed lat.Mogłam pojechać dokąd chciałam,na każdy koncert,nadrobić jak mi się wydawało "stracony" czas.Powiem jeszcze,że teraz mimo wieku,ta muzyka bardzo ,nakręca,dodaje mi sił ,choć pewnie to nie to samo jak ma się naście lat.Cieszę się ,że mogę doświadczać takich emocji na koncertach teraz,bo dżem gra gdzieś w mej dusz mocno i nam nadzieje,że tak będzie zawsze...


Ada
Awatar użytkownika
Adaross
Posty: 19
Rejestracja: ndz sie 12, 2012 6:06 pm

Re: Moja krótka Dżem-owa historia…

Postautor: Adaross » pt sty 04, 2013 3:34 am

Dżem? To rozwiązanie każdego problemu. Dla mnie? Nieodłączna część życia. Dżem lekarstwo na wszystko. Na życie, na śmierć, na miłość, na sen.
Są w moim życiu chwile gdy stoję na moście patrze w dół i od śmierci dzieli mnie niecały krok. Są to chwile kompletnego zwątpienia. Zawsze przed zrobieniem tego kroku przychodzi myśl "puść List" i włączam tą piosenkę. I słucham, i za każdym pieprzonym błędem uświadamiam sobie jak mogłem to zmienić. Te słowa mnie ratują, pozwalają zejść, zastanowić się w nocy nad tym wszystkim. W nocy gdy wszyscy śpią, gdy odpalam 6 papierosa z rzędu, gdy cicho leci Dżem, gdy kłócę się z Bogiem, gdy świat staje w miejscu, gdy dochodzę do wniosku ze najpiękniejszą chwilą w moim życiu będzie śmierć. Ale póki co zawsze ratuje mnie "List do M".
"Czy przyj­miesz mnie mój Boże, kiedy odejść przyj­dzie czas, czy po­dasz mi swą rękę, a może będziesz się bał. "



Nie liczę dni, liczę chwile.

Każde moje słowo dedykowane jest M.P.
boston

Re: Moja krótka Dżem-owa historia…

Postautor: boston » pt sty 04, 2013 9:37 am

To bardzo emocjonalna wypowiedź. Sądzę, że duży wpływ na nią ma Twój wiek... (nie obrażaj się czasem)
Wg mnie nie możesz obarczać Dżemu aż taką odpowiedzialnością. Nikogo nie można. To Ty kierujesz swoim życiem i Ty jesteś za nie odpowiedzialna (myślę, że jesteś dziewczyną).
Każdy ma kłopoty, problemy, chwile zwątpienia, załamania ale musimy SAMI sobie z nimi radzić. Oczywiście te umiejętności nabywamy z czasem.
Dla równowagi: zdarzają się nam również chwile radości, szczęścia. I może warto o nich jak najczęściej sobie przypominać.

Dla mnie Dżem też jest bardzo ważną kapelą -od wielu lat. Bardzo się cieszę, że są i grają do tej pory! Wielokrotnie Ich twórczość pomagała mi znieść trudniejsze momenty i poczuć w sobie siłę.

Jeżeli któregoś dnia przyjdzie Ci do głowy "zrobić ten krok" pomyśl sobie, że możesz to zrobić np jutro. A do "jutra" wszystko może się zmienić.
Awatar użytkownika
Adaross
Posty: 19
Rejestracja: ndz sie 12, 2012 6:06 pm

Re: Moja krótka Dżem-owa historia…

Postautor: Adaross » pt sty 04, 2013 7:14 pm

Może związane jest to z wiekiem (18), ale z tą dziewczyną mnie szczerze zagiąłeś. Nie obwiniam za to nikogo, w tej wypowiedzi chodziło że to właśnie słowa Riedla mnie ratują. Bo są to chwile totalnego zwątpienia. Szczęście jest pojęciem względnym. Ale wiem, że moje życie - mój czas- moja droga. I jeśli coś spierniczę, to mój problem, mój ból, ale żyć trzeba po to, aby to naprawić. Potem już idzie spokojnie odejść. Tak wiem, myślisz ze jestem chory, ale nie, nie jestem. Mam po prostu bardzo dziwną psychikę, której sam czasem się boje. Takie podejście do życia.
"Czy przyj­miesz mnie mój Boże, kiedy odejść przyj­dzie czas, czy po­dasz mi swą rękę, a może będziesz się bał. "



Nie liczę dni, liczę chwile.

Każde moje słowo dedykowane jest M.P.
ola62
Posty: 335
Rejestracja: ndz lis 07, 2010 3:44 pm
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Moja krótka Dżem-owa historia…

Postautor: ola62 » pt sty 04, 2013 8:45 pm

No hej Adaross ! Powiem szczerze napędzasz mi stracha
pisząc, że "... i od śmierci dzieli mnie niecały krok ".
Czasem problemy życiowe nas przerastają i wydaje się to
wszystko wokół jedną wielką beznadzieją ale to są odczucia
subiektywne, wewnętrzne i wierz mi dotyczą każdego człowieka ! Jedni są bardziej odporni na stres inni mniej ale
jakieś tam problemy ma każdy z nas. Depresja, przygnębienie jest zmorą obecnych czasów ! Są wielkie możliwości aby się ich pozbyć !!!!
"Jeśli masz problemy wejdź między ludzi" zdanie mojej babci,
które sobie zapamiętałam :D Dobrze jest się wygadać osobie, do której mamy zaufanie i nie czuć się samotnie bo "samotność to taka straszna trwoga".
Myślę, że jesteś nadwrażliwą osobą, ja też tyle że optymistką ze zdrowym cynizmem ! :D
Życzę Ci radości życia, abyś cieszył się każdą chwilą bo " w życiu piękne są tylko chwile " dobrze mieć pasje, które dają radość i wyłączają przykre myśli. Jeszcze jedno ,każdy człowiek jest wartością samą w sobie a życie jest najcenniejszym darem więc " Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi bo nie jesteś sam" :)))))) Serdecznie pozdrawiam :D
witka
Posty: 1
Rejestracja: czw maja 17, 2018 9:35 am

Re: Moja krótka Dżem-owa historia…

Postautor: witka » czw maja 17, 2018 9:51 am

moja historia nie jest zbyt skomplikowana,
Dzem był zawsze w domu, rodzice słuchali i tak przeszło i na mnie :D
potem pojawiłam się z nimi na pierwszym koncercie i to była miłośc od pierwszego wejrzenia :D

Wróć do „Ulubione...”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość